niedziela, 27 marca 2016

Snily - Owiani Tajemnicą (P00) Prolog

Cześć!
Jeszcze tak przed prologiem muszę wspomnieć, że moje Snily, to nie będzie S.S + L.E. ! Tą Lily, którą Snape pokocha będzie moja postać wsadzona w to opowiadanie. Będzie bazowało na treści książek HP, ale będzie miało sporo moich własnych dorzuceń i dodatków. Aha :/ i pozwolę sobie na słownictwo, ponieważ będzie to jedna z takich serii gdzie nie będzie to miłość od pierwszego wejrzenia. Ochy i Achy i w ogóle... Będzie to ostre bez cukru. Chodź czasami cukier będzie dominował. :D I jeżeli kogoś to nie interesuje, niech nie czyta. Nie jest do tego zmuszany siłą ani szantażowany. 
Nie zanudzam dłużej,
Zapraszam!
                                                                     * * *
Mały, podekscytowany chłopiec o śniadej twarzy i długich, czarnych włosach okalających jego trochę wychudłą twarz chodził po pokoju trzymając w ręku list. Czarne oczy błyszczały z ekscytacji a on sam przeczytał list raz jeszcze, żeby powoli zacząć wierzyć w jego treść.

Panie Snape,
Został pan oficjalnie przyjęty do rozpoczęcia nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Rok szkolny zaczyna się 1 września. Oczekujemy, że będzie pan miał wymagane przedmioty. Ich lista znajduje się...

Nigdy nie czytał dalej. Szkoła Magii? Słyszał wiele razy opowieści matki, chciał w nie uwierzyć, ale sądził, że nie jest to możliwe, aby opuścić dom rodzinny. Jego okrutny ojciec raczej nie był zadowolony z powodu opowieści, jak i z tego faktu, że dostał list. Na dole siedział, co jest rzadkie, cichy i patrzył nieobecnym wzrokiem przed siebie. Matka jak zawsze bojąc się siedziała jak najdalej od niego się da, ale żeby nie było to podejrzane.

                                                                   * * *
Dziewczynka o czarnych włosach i bladej twarzy siedziała na łóżku w pokoju. Jej czarne oczy były puste i patrzyła z lekkim strachem w drzwi od jej pokoju. Już dawno chciała opuścić to okropne miejsce, ale nie dałaby sobie rady w terenie, gdzieś daleko od kogoś, kto by się nią zajął. Obok niej leżał czarny, puchaty miś z białym sweterkiem z nadrukowanym ,,Kocham cię" z różowym serduszkiem obok. Ten napis dawno wyblakł, a miś był lekko podniszczony. Mimo to dziewczynka uwielbiała tego misia i nigdy nie dała go wyrzucić rodzicom. Uważała, że mimo tego, iż jak widać, jej nie kochają powinna mieć kogoś, kto chociaż ma to napisane. Obok w pokoju chłopiec o platynowych włosach rozmawiał z entuzjazmem z rodzicami. Zawsze wszystko, co najlepsze trafiało się jemu, a on sam, z racji tego, że był dziedzicem, otrzymywał wszystko. Ona zaś jedynie to, czego potrzebowała, dlatego nigdy nie prosiła o coś więcej niż pluszowy miś, co i tak było bardzo dawno temu. Wiele razy również, jej brat Lucjusz bił ją, wyzywał, wyśmiewał. Mimo to zostawało to daleko poza wzrokiem i słuchem rodziców. Była traktowana jak coś, co później ma być tylko oddane komuś i, że ma nigdy nie wracać. Co prawda była ubierana w najlepsze, najszykowniejsze i najokazalsze suknie i ubrania, jakie tylko, ale czuła się źle. Nigdy nie mogła interweniować w jej ubiór, nie mogła wychodzić poza pokój z łazienką i biblioteką. Czuła się odrzucona od rodziny Malfoyów i jakby odepchnięta na bok. Wyśmiewania i poniżania na oczach wszystkich przez Lucjusza tylko to pogarszały, do czasu.

                                                                   * * *
-Severusie!... -Przez moment myślał, że się przesłyszał, albo, że ojciec upadł na głowę wołając go. Przecież on go nienawidził! Tyle razy go bił, wyzywał i pokazywał niechciane przez niego rzeczy, że zastanawiał się, czy kiedykolwiek usłyszy jego głos w innym tonie niż totalnego gniewu i nienawiści.
Podziałało od razu i powoli i niepewnie zaczął schodzić po schodach. Ku jego jeszcze większemu zdziwieniu Tobias, nie zwykł nazywać go ojcem. Tylko w myślach. Siedział w fotelu i przyglądał mu się. Aha, czyli jeden z jego momentów, kiedy może okazać trochę serca... Za pewne za jakąś godzinę znowu będzie bestią z krwiożerczymi zamiarami. Popatrzył się na niego ze strachem wcześniej szybko wyszukując bezpieczną drogę ucieczki - Nie bój się, proszę. Chciałem tylko powiedzieć, że nie będę interweniował w twój wyjazd. Wiem, że Eileen chce dla Ciebie jak najlepiej a ja jestem tylko potencjalnym zagrożeniem. -Westchnął - Jednak wiedz, że czasami w chwilach jak ta, potrafię opanować mój ognisty temperament, jednak na co dzień... Wiesz jak jest. Nie mam chwili wytchnienia i szczerze, nie podoba mi się fakt, że nie mogłeś być normalny. A teraz zmykaj. Nie chcę cię skrzywdzić w czasie, kiedy mogę się opanować... - Powiedział grobowym tonem, ale jego wszystkie żyły pulsowały, co oznaczało, że ledwo powstrzymywał się od napadu złości lub aby nie wykrzyczeć czegoś innego zamiast tego, co powiedział. Severus bez dłuższego zastanawiania się popatrzył przez chwilę na matkę i zniknął za rogiem wchodząc po schodach.

                                                                   * * *
Po dłuższej chwili kiedy Lily patrzyła za okno, do pokoju wszedł jej ojciec i matka. Zwróciła wzrok na nich, ale w duchu westchnęła z irytacją. Czego oni ode mnie chcą? Czyżby znowu Lucjusz czegoś im nagadał i w to uwierzyli? Jej ojciec Abraxas usiadł w fotelu, jedynym w tym pokoju, gdzie zwykle siadał któryś z jej rodzicieli i karcił ją za wszystko co tylko. Jednak zdziwiła się mocno kiedy usłyszała jak zwykłym, trochę chłodnym, ale cóż przyzwyczaiła się, tonem mówi:
-Lily, proszę, posłuchaj mnie. - Był świadomy tego, że dziewczynka zwykle wyłączała się na jego słowa i tylko udawała, że słucha. Prośba podziałała natychmiastowo i tylko popatrzyła się na niego z wzrokiem pełnym zdziwienia i przerażenia, myślała, że zgani ją za nie słuchanie - Jutro wraz z bratem idziemy na Pokątną, żeby kupić wam wszystkie rzeczy. Możesz wybrać sobie zwierzaka, ale bez przesady oczywiście i... - Tu popatrzył się na matkę, która skinęła z lekką niechęcią - Możesz od teraz interweniować w swój strój. - Spojrzał na nią i zlustrował ją wzrokiem - Uważam, że jedenaście lat to już odpowiedni wiek.
Nie wiedziała co powiedzieć. Oniemiała i patrzyła tylko po rodzicach myśląc, że to jakiś żart i, że któryś z nich zaraz krzyknie ,,Żartowałem!" i zacznie ją ganić, ale nic takiego się nie stało. Wreszcie, nadal nie bardzo wiedząc co zrobić skinęła lekko głową, ale nadal milczała. W duchu wręcz skakała z radości i cieszyła się, że wreszcie będzie mogła zrobić coś ze sobą. Rodzice bez słowa pożegnania, do czego też się przyzwyczaiła, tak samo jak do narzekania, że nie wygląda jak typowa arystokratka, skierowali się do wyjścia zostawiając ją z burzą myśli w głowie.

                                                                   * * *
Kolejnego dnia Severus wstał jak zawsze, czy to lato, czy inna pora roku, o piątej nad ranem. Ubrał się i zabrał się, jak to zwykle, za książki, których posiadał kilka w swoim schowanym głęboko pod łóżkiem kufrze. Był to tom o eliksirach, który czytał, kiedy tylko miał wolny czas. Większość jego książek była właśnie o eliksirach, wiedział już, że będzie uwielbiał ten przedmiot. Fascynowały go i zastanawiał się co robią. Nie było mu łatwo odczytać zblakłe litery, ale nadal cieszył się, że w ogóle miał cokolwiek do czytania.
Po dłuższym czasie do pokoju weszła jego matka i oznajmiła, że idą na zakupy na Pokątną. Zgodził się i wyszli przechodząc przez tą bogatszą część Londynu. Przeszli przez karczmę, która nie wyglądała zachęcająco. A nazywała się, jak to wyczytał z przekrzywionego, zakurzonego szyldu, Dziurawy Kocioł. Jego matka skinęła krótko do barmana, który jak się okazało nazywał się Tom, zawołał go jeden z klientów. Niepewnie poszedł za matką do tylnego wyjścia, gdzie stał kosz na śmieci i ceglana ściana. Wyciągnęła różdżkę i stukała nią w skupieniu w kilka cegieł. Po chwili otworzyło się przejście. Z daleka widział już arystokracką rodzinę Malfoyów z rodzicami na czele. Za nimi szedł platynowłosy chłopak szepczący coś do ucha czarnowłosej siostrze. Ta skrzywiła się z niesmakiem, ale nie odpyskowała. Wiedział, wręcz widział po wyrazie jego twarzy, że nie podobało mu się to. Zniknęli za sklepem wytwórcy różdżek.

Po dłuższym czasie zadowolony szedł wraz z trzymającą kufry i pakunki matką. Obracał czarne drewienko w palcach. Nadal słyszał w głowie głos starszego wytwórcy różdżek.
-Buk, włos jednorożca, 13 i pół cala. Ładna i praktyczna.
Zastanawiało go, co zmienia fakt, że jest inny rdzeń albo drewno, z którego wytworzona jest różdżka. Jednak zaraz po zapłacie wyszli ze sklepu, właśnie przepadła mu okazja zapytania się o to.

                                                                   * * *
Następnego dnia Lily wraz z Lucjuszem byli już na dole, czekali aż rodzice zjedzą wreszcie śniadanie i wyruszą na zakupy na Pokątną. Jednak jej brat, pomimo obecności rodziców, którzy jak zwykle ignorowali, albo udawali, że tego nie słyszą, szeptał do niej wyzwiska. Zaraz potem jednak z szelmowskim uśmieszkiem powracał na swoje miejsce. Jednak po pewnym czasie znowu się odezwał:
-Jak myślisz? Czy ktokolwiek zechce się z tobą przyjaźnić? -Odparł, jakby od niechcenia i uśmiechnął się drwiąco patrząc na nią z niemym pytaniem.
-Raczej tak. -Odpowiedziała chłodno i popatrzyła na niego pustym wzrokiem uśmiechając się ironicznie. Zaraz potem wróciła wzrokiem do pustego talerza w duchu wyzywając się od kretynek i przeklinając za swoją głupotę. Oczywiście, że raczej nikt. Przecież nikt nie jest tak traktowany i za pewne nikt nie będzie chciał jej nawet na oczy widzieć, oprócz nauczycieli, oczywiście. Westchnęła cicho, kiedy rodzice wstali i od razu ruszyli do korytarza. Zaraz za Lucjuszem ruszyła lekko podekscytowana, czego oczywiście nie okazywała po sobie i pozostała cicha i niezauważona, i zaczęła ubierać czarny płaszcz, na który zgodziła się matka. Rodzice bez słowa złapali ich za ręce i po chwili pojawili się w mugolskiej części Londynu. Lily bywała tutaj często chodząc i patrząc na kolorowe wystawy, jednak Lucjusz rozglądał się dookoła wyraźnie zdegustowany i niezbyt zadowolony z wyglądu. Jak on.

Kiedy wreszcie przeszli przez Londyńską część weszli do baru Dziurawy Kocioł. Od razu przeszli na tyły budynku i ruszyli do ściany. Ojciec zaczął stukać różdżką w cegły i po chwili otworzyło się wejście na Pokątną. Z daleka, jak wchodzili do Olivandera widziała, jak przyglądał się jej czarnowłosy chłopak. Jednak znów zaczepił ją brat:
-Zakochałaś się? Hę? -Szepnął.
Lily od razu odwróciła wzrok i skrzywiła się z niesmakiem. Po chwili jednak wchodziła do sklepu ignorując dalsze zaczepki. Czasami, tak jak teraz, miała ochotę wziąć zamach i mu po prostu przyłożyć w te twarzyczkę. Uśmiechnęła się pod nosem do tych myśli, a młody Malfoy się od niej odsunął. Wytwórca różdżek wskazał, aby właśnie od niej zacząć więc niepewnie ruszyła przed siebie.

Po dłuższym czasie Olivander powiedział:
-Proszę, Kasztanowiec, włos jednorożca, 13 cali. Praktyczna i sztywna.
Ujęła drewienko w rękę i od razu poczuła, jak coś się w nie przekazuje. Lekki świst powietrza przeszedł przez pomieszczenie. Właśnie tą różdżkę zakupili dla małej Lily.

                                                                   * * *

I jak? :D Właśnie to opowiadanko będzie jednym z również dłuższych. Mam nadzieję, że taki podział może być. W następnym rozdziale już Hogwart, ale przedtem spotkanie. A poza tym co ja będę zdradzać? :D Kolejny rozdział nie wiem kiedy, na pewno wtedy, kiedy będzie mi się chciało pisać i kiedy znajdę wenę oraz czas!
Coyote

2 komentarze:

  1. No nie powiem, wciągnęłam się. :D Mały Snape to niezły szkrab, a Lily Malfoy? Świetny pomysł! Dawaj więcej, będę czekać <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Marta! :3 Cieszę się, że ci się podoba! :3 Jeszcze dzisiaj doczekasz się jednego rozdziału! Z dedykacją zagwarantowaną! :3 <3

      Usuń