Nie zanudzam,
Zapraszam!
***
Severus wyszedł z dormitorium po przeczytaniu paru rozdziałów z książki od Eliksirów i odświeżeniu się. Była szósta pięćdziesiąt i dopiero za godzinę dziesięć miało być śniadanie i rozdanie planów. Potem mieli chwilę dla siebie i zaraz musieli pędzić na lekcję. Usiadł w fotelu w kącie pokoju i zagłębił się w lekturę książki. Po chwili dołączyła do niego Lily, która w świetnym humorze wyszła z dormitorium dziesięć minut później.
-Cześć. - Rzuciła wyciągając jakąś książkę. Skinął jej głową nie przerywając czytania. Obserwował ją jednak jedynie udając, że czyta. Wyglądała na szczęśliwszą niż podczas spotkania w piątek przed rozpoczęciem roku szkolnego. Zamyśliła się ściągając przy tym brwi - robiła tak zawsze, kiedy się nad czymś mocno zastanawiała, przynajmniej to zdążył zaobserwować podczas ich znajomości. Skierował wzrok do tekstu czytając ten sam akapit po kilka razy, jego myśli krążyły dookoła jego domu - Spinner's End. Uważał, że po siedmiu latach będzie miał pełne prawo na powiedzenie, że to Hogwart jest jego domem, w tym na Spinner's End nie czuł się jak w rodzinie. Nie był kochany, ale odrzucony i bity. Nachmurzył się na takie myśli, ale nie dał tego po sobie znać. Po dłuższym czasie odrzucił te myśli od siebie i spojrzał na zegar wiszący nad wyjściem - za pół godziny śniadanie.
Lily podążyła za jego wzrokiem i z westchnięciem schowała książkę wstając.
-Chodźmy lepiej, bo spóźnimy się na śniadanie, Sev. - Powiedziała, a ten niechętnie skinął głową i odłożył książkę na swoje miejsce w torbie. Ruszyli na śniadanie po drodze omawiając kilka spraw. Ku uldze Severusa, Lily zgodziła się na współpracę z nim na każdej lekcji - Wolał nie pracować z jakimś przygłupem, a jak zdążył zaobserwować, jej nie brakowało oleju w głowie. Nie była jedną z tych, które uważały, że plotkowanie, ubrania i wszystko co nie jest związane z wiedzą jest najważniejsze. Nie, to wiedza była potęgą. Rozum i doświadczenie tylko uzupełniały wartość wiedzy. Rozmawiali o wielu tematach sprzeczając się o swoje zdanie, aż wreszcie doszli do Wielkiej Sali. Usiedli na końcu stołu z dala od innych. Severus, ani Lily nie byli przez nikogo cenieni, ale nie przeszkadzało im to. Obok stołu Slytherinu przeszedł ich opiekun i wręczył im plany. Uśmiechnął się do tej dwójki i powiedział:
-Widzę, że macie wiele wspólnych tematów? - Zapytał uśmiechając się dobrodusznie. Lily wzdrygnęła się, gdyż głos dobiegł zza jej pleców. Dopiero po chwili odwróciła się.
-Można to tak ująć, profesorze, - Odezwała się, a na pytające spojrzenie Severusa machnęła ręką, co oznaczało, że później mu wytłumaczy. Odczekali aż ten sobie pójdzie i zaczęła dyskutować ze Snape'm.
-Musiałam coś powiedzieć, żeby się odczepił. - Wzruszyła ramionami - Zwykle jest tak, że jeżeli potwierdzi się ich teorię szybciej się zmywają. - Skrzywiła się.
-Pewnie miał dziwne myśli. - Mruknął Sev.
-Jednak radzę zerknąć na plan. - Powiedziała do niego po chwili, już trzymała kartkę z planem i zerkała z mieszanymi uczuciami na kawałek papieru. Ten podążył za jej przykładem i spojrzał na plan uśmiechając się diabolicznie.
-Osiem godzin Eliksirów w tygodniu. - Odparł z triumfalnym uśmieszkiem.
-Nie o to chodzi. - Mruknęła i podała mu jej plan odwracając go. Na tyle było napisane:
Severus roześmiał się widząc żądze mordu w jej oczach. Mruczała coś pod nosem co było niebezpiecznie podobne do: ,, Zabije tego, grubego, roztrzepanego ślimaczo-podobnego profesorka..." Ostatkiem sił nie roześmiał się w głos na całą Wielką Salę, ukrył to pod parsknięciem, które przywróciło dziewczynę na ziemię. Wiedziała, że to usłyszał i odwróciła wzrok by ukryć swoje chwilowe zażenowanie. Zaraz potem odwróciła dzielnie wzrok ukrywając to pod maską obojętności.
-To co mamy pierwsze? - Mruknęła.
-Eliksiry, dwie godziny z Gryffindorem. - Odparł rzucając niechętne spojrzenie na stół Gryfonów.
-To chodźmy, zaraz się zaczyna. - Powiedziała po chwili, kiedy już zdążyli zjeść swoje śniadanie. Severus skinął głową i wyszli z Wielkiej Sali rozmawiając żywo o Eliksirach. Widocznie jako jedyni czytali książki jeszcze przed początkiem roku szkolnego, gdyż wszystko przypatrywali im się jak gdyby byli przybyszami z innej planety i powiedzieli, że ziemia do nich nie należy. W tej jakże miłej atmosferze weszli do środka, gdzie dwójka przyjaciół zajęła miejsce, byle jak najdalej od czwórki pupilków Gryffindoru.
-Cześć. - Rzuciła wyciągając jakąś książkę. Skinął jej głową nie przerywając czytania. Obserwował ją jednak jedynie udając, że czyta. Wyglądała na szczęśliwszą niż podczas spotkania w piątek przed rozpoczęciem roku szkolnego. Zamyśliła się ściągając przy tym brwi - robiła tak zawsze, kiedy się nad czymś mocno zastanawiała, przynajmniej to zdążył zaobserwować podczas ich znajomości. Skierował wzrok do tekstu czytając ten sam akapit po kilka razy, jego myśli krążyły dookoła jego domu - Spinner's End. Uważał, że po siedmiu latach będzie miał pełne prawo na powiedzenie, że to Hogwart jest jego domem, w tym na Spinner's End nie czuł się jak w rodzinie. Nie był kochany, ale odrzucony i bity. Nachmurzył się na takie myśli, ale nie dał tego po sobie znać. Po dłuższym czasie odrzucił te myśli od siebie i spojrzał na zegar wiszący nad wyjściem - za pół godziny śniadanie.
Lily podążyła za jego wzrokiem i z westchnięciem schowała książkę wstając.
-Chodźmy lepiej, bo spóźnimy się na śniadanie, Sev. - Powiedziała, a ten niechętnie skinął głową i odłożył książkę na swoje miejsce w torbie. Ruszyli na śniadanie po drodze omawiając kilka spraw. Ku uldze Severusa, Lily zgodziła się na współpracę z nim na każdej lekcji - Wolał nie pracować z jakimś przygłupem, a jak zdążył zaobserwować, jej nie brakowało oleju w głowie. Nie była jedną z tych, które uważały, że plotkowanie, ubrania i wszystko co nie jest związane z wiedzą jest najważniejsze. Nie, to wiedza była potęgą. Rozum i doświadczenie tylko uzupełniały wartość wiedzy. Rozmawiali o wielu tematach sprzeczając się o swoje zdanie, aż wreszcie doszli do Wielkiej Sali. Usiedli na końcu stołu z dala od innych. Severus, ani Lily nie byli przez nikogo cenieni, ale nie przeszkadzało im to. Obok stołu Slytherinu przeszedł ich opiekun i wręczył im plany. Uśmiechnął się do tej dwójki i powiedział:
-Widzę, że macie wiele wspólnych tematów? - Zapytał uśmiechając się dobrodusznie. Lily wzdrygnęła się, gdyż głos dobiegł zza jej pleców. Dopiero po chwili odwróciła się.
-Można to tak ująć, profesorze, - Odezwała się, a na pytające spojrzenie Severusa machnęła ręką, co oznaczało, że później mu wytłumaczy. Odczekali aż ten sobie pójdzie i zaczęła dyskutować ze Snape'm.
-Musiałam coś powiedzieć, żeby się odczepił. - Wzruszyła ramionami - Zwykle jest tak, że jeżeli potwierdzi się ich teorię szybciej się zmywają. - Skrzywiła się.
-Pewnie miał dziwne myśli. - Mruknął Sev.
-Jednak radzę zerknąć na plan. - Powiedziała do niego po chwili, już trzymała kartkę z planem i zerkała z mieszanymi uczuciami na kawałek papieru. Ten podążył za jej przykładem i spojrzał na plan uśmiechając się diabolicznie.
-Osiem godzin Eliksirów w tygodniu. - Odparł z triumfalnym uśmieszkiem.
-Nie o to chodzi. - Mruknęła i podała mu jej plan odwracając go. Na tyle było napisane:
,,Powodzenia w ciepłych relacjach". ~Profesor Slughorn.
PS: Nie chcielibyście dołączyć do Klubu Ślimaka?
-To co mamy pierwsze? - Mruknęła.
-Eliksiry, dwie godziny z Gryffindorem. - Odparł rzucając niechętne spojrzenie na stół Gryfonów.
-To chodźmy, zaraz się zaczyna. - Powiedziała po chwili, kiedy już zdążyli zjeść swoje śniadanie. Severus skinął głową i wyszli z Wielkiej Sali rozmawiając żywo o Eliksirach. Widocznie jako jedyni czytali książki jeszcze przed początkiem roku szkolnego, gdyż wszystko przypatrywali im się jak gdyby byli przybyszami z innej planety i powiedzieli, że ziemia do nich nie należy. W tej jakże miłej atmosferze weszli do środka, gdzie dwójka przyjaciół zajęła miejsce, byle jak najdalej od czwórki pupilków Gryffindoru.
***
Lekcje minęły normalnie, o tyle, o ile to możliwe z Gryfonami, - Poznali nauczyciela i sposób nauczania Slughorn'a i odpowiadali na pytania zadawane przez przemiłego profesora. Jednak i tak częste spojrzenia rzucane w ich kierunku nie umknęły uwadze Lily, która wściekła do granic możliwości udała się do biblioteki w czasie, gdy Severus postanowił na czas przerwy wrócić do Pokoju Wspólnego. Dopiero za godzinę mieli Transmutację i Zaklęcia oraz Obronę Przed Czarną Magią. Przed biblioteką zmieniła swój wyraz twarzy na zimną obojętność i uspokoiła się. Zaraz potem weszła do środka, gdzie u pani Pince zajerestrowała się i udałam pomiędzy regały buszując i szukając czegoś ciekawego. Następnie usiadła przy jednym ze stolików, a po pół godzinie ruszyła w stronę Pokoju Wspólnego. W skręcie korytarza omal nie wrzasnęła ze złości widząc bandę Gryfonów otaczających Severusa, który nie mógł znaleźć żadnej możliwości ucieczki i słownie starał się ich do tego zniechęcić. Lily widząc zakłopotanie ukryte w nim przeszła do nich szybko i powiedziała szyderczo:
-Walka cztery na jednego jest nieuczciwa, Potter. - Mruknęła od razu poznając czarne, zmiechrzone włosy. Ten odwrócił się jak na komendę i ta zamachnęła się, po chwili słyszalny był tylko trzask łamanej kości nosowej. Z nosa Potter'a tryskała krew - Won. Mi. Tu. Stąd! - Wycedziła, a reszta widząc, że ich ,,przywódca'' cofa się, ruszyli za jego przykładem znikając za zakrętem.
-Nieźle. - Mruknął Severus rozcierając bolące ramię.
-Dzięki. - Odpowiedziała odprowadzając ich wściekłym spojrzeniem hipogryfa - W pierwszym dniu znalazłeś już swoich adoratorów. - Powiedziała i westchnęła - Miejmy tylko nadzieję, że im przejdzie.
-W to wątpię. - Odparł patrząc gdzieś przed siebie.
-Też w to wątpię, Sev. - Westchnęła z nieukrywaną irytacją - Chodź, spóźnimy się na Transmutację. - Dodała, a tamten skinął krótko głową znikając za drzwiami, po chwili wrócił ze swoją torbą i ruszyli na trzecie piętro do gabinetu od Transmutacji. Jak zawsze usiedli z tyłu, aby nie narażać się na docinki innych. Nauczycielka wyszła na środek sali i zaczęła swój monolog:
-Witajcie na swojej pierwszej lekcji Transmutacji w nowym roku szkolnym w Hogwarcie. Nazywam się Minerwa McGonnagall i będę nauczać was sztuki magi, jaką jest Transmutacja. Transmutacja polega na zmianie czegoś w przedmiot lub zwierzę... - Lekcja nie była zbyt ciekawa - po długim wstępie musieli zamienić zapałkę w igłę, a jak się okazało, wśród Ślizgonów tylko Lily się to udało. Severusowi również, ale na styk z dzwonkiem oznajmującym koniec lekcji. Unikając czyjegokolwiek towarzystwa udali się na ostatnie lekcje w tym dniu. W podobny sposób minął im pierwsze miesiące nauczania, gdzie poznawali wszystkich nauczycieli docinali sobie i wspólnie unikali czyjegokolwiek towarzystwa.
***
Po wielu miesiącach nauki, przed przerwą świąteczną w czasie gdy Lily mówiła mu o świętach w Malfoy Manor, a ten cierpliwie jej wysłuchiwał idąc korytarzem nie zauważyli Huncwotów, którzy stanęli przyglądając się im.
-Levicourpus! - Wrzasnął jeden z nich chcąc zwrócić na siebie uwagę, po chwili Severus wisiał do góry nogami za kostkę próbując sięgnąć po swoją różdżkę. Lily za to rzuciła się w walkę z dwoma Huncwotami naraz.
-Expe...
-Protego! - Wrzasnęła i tym samym odepchnęła Jamesa na przeciwległą ścianę, wykonała obrót unikając jednego z zaklęć i podbiegła do Severusa - Finte. - Mruknęła machając różdżką i odrzuciła mu jego różdżkę. Ten skinął jej głową i we dwójkę ruszyli do walki.
-Depulso! - Powiedziała kierując różdżką pomiędzy dwóch z nich. Musieli odskoczyć i tym samym dali im chwilę przewagi. Lily schowała się za ścianką, Snape po drugiej stronie. Machnęła mu ręką przekazując tym samym ,,Na trzy". Ten skinął głową i po chwili Lily zaczęła odliczać. Niecierpliwe ruchy ręką - ,,Raz,... Dwa,... TRZY!"
-Experialmus! - Zerwali się jednocześnie wypowiadając zaklęcie. Dwójka Huncwotów padła na ziemię wyrzucając w powietrze różdżki, które ta przechwyciła. Lily walczyła teraz dwoma różdżkami - jej i Pottera. Jedna wróciła jednak do rąk właściciela i walka zaczęła się na nowo.
-Despu...
-Experialmus! - Ryknęła i tym samym przerwała mu zaklęcie. Potter ocknął się chwilę potem i wyszarpał jej własną różdżkę.
-Experialmus! - Krzyknął jej w twarz i po chwili poczuła jak uderza w zimny bruk. Chyba właśnie wtedy straciła przytomność.
***
Severus zaklął w myślach widząc, jak Lily osuwa się po ścianie wypuszczając dwie różdżki. Widział również jak z jej złamanego nosa i ręki tryska krew. Uczniowie patrzący na tę walkę pouciekali już dawno, kiedy jego zaklęcie odbiło się niemal w niego trafiając.
-Ty idioto! - Wrzasnął do Pottera - Widzisz co zrobiłeś?! - Krzyknął - Jesteście wszyscy powaleni! - Warknął i wziął Lily wraz z różdżką. Pobiegł w stronę Skrzydła Szpitalnego i wzywając panią Promfey położył ją na jednym z łóżek.
-Co się stało?! - Warknęła nieprzyjemnie, a ten skrzywił się.
-Podczas przerwy, Potter. - Wytłumaczył krótko, a ta wzniosła oczy do nieba i westchnęła.
-Musicie na nich uważać, sama zauważyłam, że co przerwę kogoś zaczepia.
-Już nic nie mówiąc, że na celowniku jesteśmy najczęściej my... - Mruknął pod nosem i Poppy zaczęła zajmować się Lily. Była blada i nieprzytomna, a z jej złamanego nosa i ręki ciekło mnóstwo krwi. Pielęgniarka widząc jego zmartwienie zapytała:
-Severusie, czy to jest twoja dziewczyna, czy mi się tylko wydaje? - Spojrzał na nią zdziwiony - Wyglądasz na zmartwionego. - Od razu jego twarz przybrała obojętny wyraz i odparł:
-To nie jest moja dziewczyna, tylko prawdziwa przyjaźń. Od jedenastu lat ani jednej takiej nie miałem. - Powiedział i w duchu westchnął ze zmęczenia. Ci Huncwoci są skretyniali... - Będę przychodził. - Wyszeptał nad dziewczyną, kiedy Poppy sobie poszła i wyszedł z pomieszczenia zabierając swoją torbę. W duchu przeklinał Pottera od kretynów i idiotów. Wreszcie z westchnięciem doszedł do Pokoju Wspólnego i wypowiedział hasło wchodząc do środka. Następnie wszedł do dormitorium i zaczął odrabiać zadania domowe - wiedział, że wszyscy są na obiedzie, a on nie był specjalnie głodny. Nie po tym co się wydarzyło. Przypomniał sobie, jak Potter przyłożył jej różdżkę do twarzy i wykrzyczał zaklęcie. Zaklął w myślach - celował pomiędzy oczy. Oznaczało to, że nie wybudzi się co najmniej przez kilka miesięcy, przy odrobinie szczęścia, mogła również obudzić się po roku, czego raczej nikt by nie chciał. Westchnął z irytacją i zaczął odrabiać zadania domowe. Zapowiadały się ciężkie miesiące. Cieszył się, że opracowali wspólnie większość materiału, żałował tylko, że nie będzie jej na Balu Bożonarodzeniowym, Wigilli, Nowym Roku ani nawet na Balu Walentynkowym. Na te wszystkie okazje nie miał nic do roboty, a wiedział, że nauczyciele zmuszą go do tego, aby tam polazł. Skrzywił się malowniczo i wrócił myślami znów do zadania.
-Severusie, czy to jest twoja dziewczyna, czy mi się tylko wydaje? - Spojrzał na nią zdziwiony - Wyglądasz na zmartwionego. - Od razu jego twarz przybrała obojętny wyraz i odparł:
-To nie jest moja dziewczyna, tylko prawdziwa przyjaźń. Od jedenastu lat ani jednej takiej nie miałem. - Powiedział i w duchu westchnął ze zmęczenia. Ci Huncwoci są skretyniali... - Będę przychodził. - Wyszeptał nad dziewczyną, kiedy Poppy sobie poszła i wyszedł z pomieszczenia zabierając swoją torbę. W duchu przeklinał Pottera od kretynów i idiotów. Wreszcie z westchnięciem doszedł do Pokoju Wspólnego i wypowiedział hasło wchodząc do środka. Następnie wszedł do dormitorium i zaczął odrabiać zadania domowe - wiedział, że wszyscy są na obiedzie, a on nie był specjalnie głodny. Nie po tym co się wydarzyło. Przypomniał sobie, jak Potter przyłożył jej różdżkę do twarzy i wykrzyczał zaklęcie. Zaklął w myślach - celował pomiędzy oczy. Oznaczało to, że nie wybudzi się co najmniej przez kilka miesięcy, przy odrobinie szczęścia, mogła również obudzić się po roku, czego raczej nikt by nie chciał. Westchnął z irytacją i zaczął odrabiać zadania domowe. Zapowiadały się ciężkie miesiące. Cieszył się, że opracowali wspólnie większość materiału, żałował tylko, że nie będzie jej na Balu Bożonarodzeniowym, Wigilli, Nowym Roku ani nawet na Balu Walentynkowym. Na te wszystkie okazje nie miał nic do roboty, a wiedział, że nauczyciele zmuszą go do tego, aby tam polazł. Skrzywił się malowniczo i wrócił myślami znów do zadania.
***
Biel oślepiała ją. Otworzyła jednak dzielnie oczy przymrużając je od światła. Chwilę potem, kiedy przyzwyczaiła się już do tego stanu rzeczy rozejrzała się. Była gdzieś, nie wiedziała gdzie. Wszystko było białe i niewyraźne. Pobiegła już w lekkiej panice do jednej ze ścian z drzwiami. Kiedy tak biegła, ta cały czas się oddalała. Wreszcie zmęczona opadła na kolana.
-Gdzie ja, za przeproszeniem, DO CHOLERY JESTEM?! - Wrzasnęła zła na siebie. Powoli przypominała sobie co się stało. - Potter... - Wycedziła i zmrużyła wściekle oczy. - Kretyn i pieprzony egoista. Usłyszała jednak głos.
-Severus wołał Promfey? Co się tam dzieje?! Gdzie ja jestem?! - Myślała chodząc w kółko.
-Severusie, czy to jest twoja dziewczyna, czy mu się tylko wydaje?
-Co? - Zapytała samą siebie, jednak wiedziała, że nikt jej teraz nie słyszy. Po chwili usłyszała głos Snape'a i oniemiała.
-To nie jest moja dziewczyna, tylko prawdziwa przyjaźń. Od jedenastu lat takiej nie miałem.
-Jak uważasz, musicie uważać na tych Huncwotów. Mogą wreszcie zrobić coś gorszego niż to.
-Spodziewam się, pani Promfey.
Usłyszała kroki. Czyżby Promfey sobie poszła? A może to był Sev? - Pomyślała.
-Będę przychodził. - Usłyszała i znów kroki.
-Aha. Świetnie. - Mruknęła nadal nie bardzo wiedząc co robić - Muszę się stąd wydostać bo oszaleje! Wszędzie biało. - Parsknęła - Jakby nie dało się jakoś tego urozmaicić.
Wstała i znowu zaczęła biec w kierunku ściany. Ta znów się oddalała i po chwili raz jeszcze Lily wylądowała na podłodze, a raczej na czymś, na czym chodziła.
-Zabije... - Wystękała - Tego... Walonego Pottera! - Powiedziała i ciężko oddychała. Po chwili położyła się na plecy, aby móc odpocząć - Jestem żałosna. - Stwierdziła - Nie mogę prawić sobie przysiąg, dopóki się... - Rozejrzała się - Z tego czegoś nie wydostanę. - Westchnęła i jej głowa opadła na podłoże - Obym tylko dała radę. - Mruknęła.
***
I jak? :) Uważam, że całkiem ciekawie. :D Jednak i to pozostawiam do ocenienia wam. Mam nadzieję, że pojawią się jakieś komentarze, ale to za pewne wątpliwe marzenia. :/ No nic, oddaje wam rozdział, a kolejny się pisze. :3 Zapraszam do obserwowania! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz