wtorek, 29 marca 2016

FOX POTTERHEAD

To konto jest nieaktywne. Bloga znajdziecie na koncie Fox Potterhead. http://avadakedavrafox.blogspot.com/ - Tam mnie znajdziecie. Włącznie z tym opowiadaniem.

Snily - Owiani Tajemnicą (P03) Rozdział 3

Jak widzę wyrabiam się po dwa rozdziały dziennie, jak na razie. Myślę, że jak na razie będą się pojawiać 1-2 rozdziały dziennie. To taka dobra liczba na start. :) Nadal jestem pożeraczem talarków, mwaahahah :D. I też z racji tego, że nie wiem co tu pisać po krytykuję film i książkę. Jak dla mnie wielkim minusem było połączenie Rona z Hermioną. Ten głupi i ciapa z niego, a Hermiona mądra i odważna - jak Gryfonka. Czasami wydawało mi się, że Ron trafi do tego Hufflepuffu za swoją niezdarność. Zdziwienie było, gdy obejrzałam po raz pierwszy HP bez czytania i trafił do Gryffindoru. :D (Ps: Mam zamiar opisać jedynie pierwsze trzy lata, później przeskakuje do piątego roku, a później od razu dorosłość. No chyba, że wymyślę coś ciekawego, ale dam wam znać!)
Nie zanudzam,
Zapraszam!
***
Severus wyszedł z dormitorium po przeczytaniu paru rozdziałów z książki od Eliksirów i odświeżeniu się. Była szósta pięćdziesiąt i dopiero za godzinę dziesięć miało być śniadanie i rozdanie planów. Potem mieli chwilę dla siebie i zaraz musieli pędzić na lekcję. Usiadł w fotelu w kącie pokoju i zagłębił się w lekturę książki. Po chwili dołączyła do niego Lily, która w świetnym humorze wyszła z dormitorium dziesięć minut później.
-Cześć. - Rzuciła wyciągając jakąś książkę. Skinął jej głową nie przerywając czytania. Obserwował ją jednak jedynie udając, że czyta. Wyglądała na szczęśliwszą niż podczas spotkania w piątek przed rozpoczęciem roku szkolnego. Zamyśliła się ściągając przy tym brwi - robiła tak zawsze, kiedy się nad czymś mocno zastanawiała, przynajmniej to zdążył zaobserwować podczas ich znajomości. Skierował wzrok do tekstu czytając ten sam akapit po kilka razy, jego myśli krążyły dookoła jego domu - Spinner's End. Uważał, że po siedmiu latach będzie miał pełne prawo na powiedzenie, że to Hogwart jest jego domem, w tym na Spinner's End nie czuł się jak w rodzinie. Nie był kochany, ale odrzucony i bity. Nachmurzył się na takie myśli, ale nie dał tego po sobie znać. Po dłuższym czasie odrzucił te myśli od siebie i spojrzał na zegar wiszący nad wyjściem - za pół godziny śniadanie.
Lily podążyła za jego wzrokiem i z westchnięciem schowała książkę wstając.
-Chodźmy lepiej, bo spóźnimy się na śniadanie, Sev. - Powiedziała, a ten niechętnie skinął głową i odłożył książkę na swoje miejsce w torbie. Ruszyli na śniadanie po drodze omawiając kilka spraw. Ku uldze Severusa, Lily zgodziła się na współpracę z nim na każdej lekcji - Wolał nie pracować z jakimś przygłupem, a jak zdążył zaobserwować, jej nie brakowało oleju w głowie. Nie była jedną z tych, które uważały, że plotkowanie, ubrania i wszystko co nie jest związane z wiedzą jest najważniejsze. Nie, to wiedza była potęgą. Rozum i doświadczenie tylko uzupełniały wartość wiedzy. Rozmawiali o wielu tematach sprzeczając się o swoje zdanie, aż wreszcie doszli do Wielkiej Sali. Usiedli na końcu stołu z dala od innych. Severus, ani Lily nie byli przez nikogo cenieni, ale nie przeszkadzało im to. Obok stołu Slytherinu przeszedł ich opiekun i wręczył im plany. Uśmiechnął się do tej dwójki i powiedział:
-Widzę, że macie wiele wspólnych tematów? - Zapytał uśmiechając się dobrodusznie. Lily wzdrygnęła się, gdyż głos dobiegł zza jej pleców. Dopiero po chwili odwróciła się.
-Można to tak ująć, profesorze, - Odezwała się, a na pytające spojrzenie Severusa machnęła ręką, co oznaczało, że później mu wytłumaczy. Odczekali aż ten sobie pójdzie i zaczęła dyskutować ze Snape'm.
-Musiałam coś powiedzieć, żeby się odczepił. - Wzruszyła ramionami - Zwykle jest tak, że jeżeli potwierdzi się ich teorię szybciej się zmywają. - Skrzywiła się.
-Pewnie miał dziwne myśli. - Mruknął Sev.
-Jednak radzę zerknąć na plan. - Powiedziała do niego po chwili, już trzymała kartkę z planem i zerkała z mieszanymi uczuciami na kawałek papieru. Ten podążył za jej przykładem i spojrzał na plan uśmiechając się diabolicznie.
-Osiem godzin Eliksirów w tygodniu. - Odparł z triumfalnym uśmieszkiem.
-Nie o to chodzi. - Mruknęła i podała mu jej plan odwracając go. Na tyle było napisane:

,,Powodzenia w ciepłych relacjach". ~Profesor Slughorn. 
PS: Nie chcielibyście dołączyć do Klubu Ślimaka?

Severus roześmiał się widząc żądze mordu w jej oczach. Mruczała coś pod nosem co było niebezpiecznie podobne do: ,, Zabije tego, grubego, roztrzepanego ślimaczo-podobnego profesorka..." Ostatkiem sił nie roześmiał się w głos na całą Wielką Salę, ukrył to pod parsknięciem, które przywróciło dziewczynę na ziemię. Wiedziała, że to usłyszał i odwróciła wzrok by ukryć swoje chwilowe zażenowanie. Zaraz potem odwróciła dzielnie wzrok ukrywając to pod maską obojętności.
-To co mamy pierwsze? - Mruknęła.
-Eliksiry, dwie godziny z Gryffindorem. - Odparł rzucając niechętne spojrzenie na stół Gryfonów.
-To chodźmy, zaraz się zaczyna. - Powiedziała po chwili, kiedy już zdążyli zjeść swoje śniadanie. Severus skinął głową i wyszli z Wielkiej Sali rozmawiając żywo o Eliksirach. Widocznie jako jedyni czytali książki jeszcze przed początkiem roku szkolnego, gdyż wszystko przypatrywali im się jak gdyby byli przybyszami z innej planety i powiedzieli, że ziemia do nich nie należy. W tej jakże miłej atmosferze weszli do środka, gdzie dwójka przyjaciół zajęła miejsce, byle jak najdalej od czwórki pupilków Gryffindoru.
***
Lekcje minęły normalnie, o tyle, o ile to możliwe z Gryfonami, - Poznali nauczyciela i sposób nauczania Slughorn'a i odpowiadali na pytania zadawane przez przemiłego profesora. Jednak i tak częste spojrzenia rzucane w ich kierunku nie umknęły uwadze Lily, która wściekła do granic możliwości udała się do biblioteki w czasie, gdy Severus postanowił na czas przerwy wrócić do Pokoju Wspólnego. Dopiero za godzinę mieli Transmutację i Zaklęcia oraz Obronę Przed Czarną Magią. Przed biblioteką zmieniła swój wyraz twarzy na zimną obojętność i uspokoiła się. Zaraz potem weszła do środka, gdzie u pani Pince zajerestrowała się i udałam pomiędzy regały buszując i szukając czegoś ciekawego. Następnie usiadła przy jednym ze stolików, a po pół godzinie ruszyła w stronę Pokoju Wspólnego. W skręcie korytarza omal nie wrzasnęła ze złości widząc bandę Gryfonów otaczających Severusa, który nie mógł znaleźć żadnej możliwości ucieczki i słownie starał się ich do tego zniechęcić. Lily widząc zakłopotanie ukryte w nim przeszła do nich szybko i powiedziała szyderczo:
-Walka cztery na jednego jest nieuczciwa, Potter. - Mruknęła od razu poznając czarne, zmiechrzone włosy. Ten odwrócił się jak na komendę i ta zamachnęła się, po chwili słyszalny był tylko trzask łamanej kości nosowej. Z nosa Potter'a tryskała krew - Won. Mi. Tu. Stąd! - Wycedziła, a reszta widząc, że ich ,,przywódca'' cofa się, ruszyli za jego przykładem znikając za zakrętem. 
-Nieźle. - Mruknął Severus rozcierając bolące ramię.
-Dzięki. - Odpowiedziała odprowadzając ich wściekłym spojrzeniem hipogryfa - W pierwszym dniu znalazłeś już swoich adoratorów. - Powiedziała i westchnęła - Miejmy tylko nadzieję, że im przejdzie.
-W to wątpię. - Odparł patrząc gdzieś przed siebie.
-Też w to wątpię, Sev. - Westchnęła z nieukrywaną irytacją - Chodź, spóźnimy się na Transmutację. - Dodała, a tamten skinął krótko głową znikając za drzwiami, po chwili wrócił ze swoją torbą i ruszyli na trzecie piętro do gabinetu od Transmutacji. Jak zawsze usiedli z tyłu, aby nie narażać się na docinki innych. Nauczycielka wyszła na środek sali i zaczęła swój monolog:
-Witajcie na swojej pierwszej lekcji Transmutacji w nowym roku szkolnym w Hogwarcie. Nazywam się Minerwa McGonnagall i będę nauczać was sztuki magi, jaką jest Transmutacja. Transmutacja polega na zmianie czegoś w przedmiot lub zwierzę... - Lekcja nie była zbyt ciekawa - po długim wstępie musieli zamienić zapałkę w igłę, a jak się okazało, wśród Ślizgonów tylko Lily się to udało. Severusowi również, ale na styk z dzwonkiem oznajmującym koniec lekcji. Unikając czyjegokolwiek towarzystwa udali się na ostatnie lekcje w tym dniu. W podobny sposób minął im pierwsze miesiące nauczania, gdzie poznawali wszystkich nauczycieli docinali sobie i wspólnie unikali czyjegokolwiek towarzystwa.
***
Po wielu miesiącach nauki, przed przerwą świąteczną w czasie gdy Lily mówiła mu o świętach w Malfoy Manor, a ten cierpliwie jej wysłuchiwał idąc korytarzem nie zauważyli  Huncwotów, którzy stanęli przyglądając się im.
-Levicourpus! - Wrzasnął jeden z nich chcąc zwrócić na siebie uwagę, po chwili Severus wisiał do góry nogami za kostkę próbując sięgnąć po swoją różdżkę. Lily za to rzuciła się w walkę z dwoma Huncwotami naraz. 
-Expe...
-Protego! - Wrzasnęła i tym samym odepchnęła Jamesa na przeciwległą ścianę, wykonała obrót unikając jednego z zaklęć i podbiegła do Severusa - Finte. - Mruknęła machając różdżką i odrzuciła mu jego różdżkę. Ten skinął jej głową i we dwójkę ruszyli do walki. 
-Depulso! - Powiedziała kierując różdżką pomiędzy dwóch z nich. Musieli odskoczyć i tym samym dali im chwilę przewagi. Lily schowała się za ścianką, Snape po drugiej stronie. Machnęła mu ręką przekazując tym samym ,,Na trzy". Ten skinął głową i po chwili Lily zaczęła odliczać. Niecierpliwe ruchy ręką - ,,Raz,... Dwa,... TRZY!" 
-Experialmus! - Zerwali się jednocześnie wypowiadając zaklęcie. Dwójka Huncwotów padła na ziemię wyrzucając w powietrze różdżki, które ta przechwyciła. Lily walczyła teraz dwoma różdżkami - jej i Pottera. Jedna wróciła jednak do rąk właściciela i walka zaczęła się na nowo.
-Despu... 
-Experialmus! - Ryknęła i tym samym przerwała mu zaklęcie. Potter ocknął się chwilę potem i wyszarpał jej własną różdżkę.
-Experialmus! - Krzyknął jej w twarz i po chwili poczuła jak uderza w zimny bruk. Chyba właśnie wtedy straciła przytomność.
***
Severus zaklął w myślach widząc, jak Lily osuwa się po ścianie wypuszczając dwie różdżki. Widział również jak z jej złamanego nosa i ręki tryska krew. Uczniowie patrzący na tę walkę pouciekali już dawno, kiedy jego zaklęcie odbiło się niemal w niego trafiając.
-Ty idioto! - Wrzasnął do Pottera - Widzisz co zrobiłeś?! - Krzyknął - Jesteście wszyscy powaleni! - Warknął i wziął Lily wraz z różdżką. Pobiegł w stronę Skrzydła Szpitalnego i wzywając panią Promfey położył ją na jednym z łóżek. 
-Co się stało?! - Warknęła nieprzyjemnie, a ten skrzywił się.
-Podczas przerwy, Potter. - Wytłumaczył krótko, a ta wzniosła oczy do nieba i westchnęła.
-Musicie na nich uważać, sama zauważyłam, że co przerwę kogoś zaczepia.
-Już nic nie mówiąc, że na celowniku jesteśmy najczęściej my... - Mruknął pod nosem i Poppy zaczęła zajmować się Lily. Była blada i nieprzytomna, a z jej złamanego nosa i ręki ciekło mnóstwo krwi. Pielęgniarka widząc jego zmartwienie zapytała:
-Severusie, czy to jest twoja dziewczyna, czy mi się tylko wydaje? - Spojrzał na nią zdziwiony - Wyglądasz na zmartwionego. - Od razu jego twarz przybrała obojętny wyraz i odparł:
-To nie jest moja dziewczyna, tylko prawdziwa przyjaźń. Od jedenastu lat ani jednej takiej nie miałem. - Powiedział i w duchu westchnął ze zmęczenia. Ci Huncwoci są skretyniali... - Będę przychodził. - Wyszeptał nad dziewczyną, kiedy Poppy sobie poszła i wyszedł z pomieszczenia zabierając swoją torbę. W duchu przeklinał Pottera od kretynów i idiotów. Wreszcie z westchnięciem doszedł do Pokoju Wspólnego i wypowiedział hasło wchodząc do środka. Następnie wszedł do dormitorium i zaczął odrabiać zadania domowe - wiedział, że wszyscy są na obiedzie, a on nie był specjalnie głodny. Nie po tym co się wydarzyło. Przypomniał sobie, jak Potter przyłożył jej różdżkę do twarzy i wykrzyczał zaklęcie. Zaklął w myślach - celował pomiędzy oczy. Oznaczało to, że nie wybudzi się co najmniej przez kilka miesięcy, przy odrobinie szczęścia, mogła również obudzić się po roku, czego raczej nikt by nie chciał. Westchnął z irytacją i zaczął odrabiać zadania domowe. Zapowiadały się ciężkie miesiące. Cieszył się, że opracowali wspólnie większość materiału, żałował tylko, że nie będzie jej na Balu Bożonarodzeniowym, Wigilli, Nowym Roku ani nawet na Balu Walentynkowym. Na te wszystkie okazje nie miał nic do roboty, a wiedział, że nauczyciele zmuszą go do tego, aby tam polazł. Skrzywił się malowniczo i wrócił myślami znów do zadania.
***
Biel oślepiała ją. Otworzyła jednak dzielnie oczy przymrużając je od światła. Chwilę potem, kiedy przyzwyczaiła się już do tego stanu rzeczy rozejrzała się. Była gdzieś, nie wiedziała gdzie. Wszystko było białe i niewyraźne. Pobiegła już w lekkiej panice do jednej ze ścian z drzwiami. Kiedy tak biegła, ta cały czas się oddalała. Wreszcie zmęczona opadła na kolana.
-Gdzie ja, za przeproszeniem, DO CHOLERY JESTEM?! - Wrzasnęła zła na siebie. Powoli przypominała sobie co się stało. - Potter... - Wycedziła i zmrużyła wściekle oczy. - Kretyn i pieprzony egoista. Usłyszała jednak głos. 
-Severus wołał Promfey? Co się tam dzieje?! Gdzie ja jestem?! - Myślała chodząc w kółko. 
-Severusie, czy to jest twoja dziewczyna, czy mu się tylko wydaje? 
-Co? - Zapytała samą siebie, jednak wiedziała, że nikt jej teraz nie słyszy. Po chwili usłyszała głos Snape'a i oniemiała.
-To nie jest moja dziewczyna, tylko prawdziwa przyjaźń. Od jedenastu lat takiej nie miałem.
-Jak uważasz, musicie uważać na tych Huncwotów. Mogą wreszcie zrobić coś gorszego niż to.
-Spodziewam się, pani Promfey. 
Usłyszała kroki. Czyżby Promfey sobie poszła? A może to był Sev? - Pomyślała.
-Będę przychodził. - Usłyszała i znów kroki. 
-Aha. Świetnie. - Mruknęła nadal nie bardzo wiedząc co robić - Muszę się stąd wydostać bo oszaleje! Wszędzie biało. - Parsknęła - Jakby nie dało się jakoś tego urozmaicić. 
Wstała i znowu zaczęła biec w kierunku ściany. Ta znów się oddalała i po chwili raz jeszcze Lily wylądowała na podłodze, a raczej na czymś, na czym chodziła.
-Zabije... - Wystękała - Tego... Walonego Pottera! - Powiedziała i ciężko oddychała. Po chwili położyła się na plecy, aby móc odpocząć - Jestem żałosna. - Stwierdziła - Nie mogę prawić sobie przysiąg, dopóki się... - Rozejrzała się - Z tego czegoś nie wydostanę. - Westchnęła i jej głowa opadła na podłoże - Obym tylko dała radę. - Mruknęła.
***
I jak? :) Uważam, że całkiem ciekawie. :D Jednak i to pozostawiam do ocenienia wam. Mam nadzieję, że pojawią się jakieś komentarze, ale to za pewne wątpliwe marzenia. :/ No nic, oddaje wam rozdział, a kolejny się pisze. :3 Zapraszam do obserwowania! :)

poniedziałek, 28 marca 2016

Snily - Owiani Tajemnicą. (P02) Rozdział 2

Dziękuję jeczacamarta za miłe komentarze! :3 <3 Nadal liczę, że ktoś inny się odezwie z miłym, albo złym słowem. :) Krytykę przyjmuję na spokojnie, a każdy komentarz będzie w jakimś stopniu nagradzany! To nie próba przekupienia! :x 
Nie zanudzam dłużej,
Zapraszam!
***
-Dojeżdżamy! - Poinformowała Severusa Lily stojąc na korytarzu, aby mógł się przebrać - Mogę już wejść? - Zapytała.
-Chwila. - Mruknął i włożył na siebie szatę. Mugolskie ubranie włożył poskładane do jego walizki - Wchodź. - Odparł krótko otwierając drzwi. Lily przeszła koło niego i usiadła na jej zwykłym miejscu. Wygładziła wierzch jej szaty i przez chwilę się zamyśliła. Po chwili jednak obudziła się z tego stanu:
-Jak myślisz, Sev? - Nazywała go tak od czasu, kiedy przez przypadek tak powiedziała i nie zareagował. Ten spojrzał na nią znad książki rzucając jej pytające spojrzenie - Do jakiego domu trafisz? - Zapytała odkładając książkę do jej kufra i głaszcząc czarną sowę z białymi obwódkami wokół oczu. 
-Bo ja wiem?... - Zamyślił się - Chyba do Slytherinu. - Wzruszył ramionami - Na prawdę nie wiem, Lily. - Odezwał się patrząc na nią znad tekstu.
-Ja mam zagwarantowany Slytherin. - Mruknęła - Od dziesięciu pokoleń Malfoyów, nikt nie trafił gdzie indziej. Tylko moja matka była w Ravenclawie... - Otworzyła kolejną książkę - Ale mimo to i tak jest bardziej ślizgońska. - Dodała od niechcenia. 
-Ja nie wiem gdzie była moja matka. - Odparł - Nigdy o tym nie mówiła, ale jakoś specjalnie mi na tym nie zależy, aby to wiedzieć. - Dodał lekko się krzywiąc. Lily uśmiechnęła się do niego i odwróciła wzrok na widok za oknem. Im bliżej byli Hogwartu tym widok był piękniejszy. Wysokie, kolorowe zbocza pełne barwnych kwiatów, srebrzyste tafle jezior i długich jak wstążeczki rzek. Daleko, ledwo widoczne były wysokie góry i już bliżej ciemne doliny pełne niezbadanych miejsc. Nikt nie wiedział gdzie tak na prawdę leży Hogwart, Lily była uparta pod tym względem, ale nie było mowy o tym, aby kiedykolwiek znalazła tę informacje. Severus przyglądał się jej przez chwilę, ale szybko odwrócił wzrok do tekstu, kiedy zobaczył, że również patrzy na niego.
Po jakiejś godzinie znaleźli się na Peronie, gdzie czekał osobnik tak duży, że Lily musiała patrzeć prosto w górę, nie była wysoka, kiedy miała jedenaście lat. Snape był od niej trochę wyższy i musiał tylko popatrzeć przed siebie, ale nadal trochę w górę. Właśnie tego faktu Malfoy nienawidziła w swoim wyglądzie - tego, że była za niska. Wiedziała jednak, że i tak prędzej czy później wyrośnie.
-Pirszoroczni! Do mnie prosz! - Wołał, a kiedy wszyscy do niego przyszli ruszył polną ścieżką wiodącą prosto przed Hogwarckie Jezioro. Zostali podzieleni do łódek, ku szczęściu Lily, gdyż Severus trafił wraz z nią, ale również ku jej zniesmaczeniu - trafili na grupę przygłupów, sądzących, że Gryffindor jest najlepszy. Rozmawiali również żywo o Quidditchu w czasie, gdy dwójka przyjaciół rozmawiała o Eliksirach.
***
Po długim czasie dotarli do tylnego wejścia do Wielkiej Sali. Czekała tam na nich wysoka i srogo wyglądająca profesorka, która miała w sobie duszę towarzystwa - Minerwa McGonnagall. Od razu przeszła do rzeczy:
-Witam was na waszym pierwszym roku w Hogwarcie. - Spojrzała po nich i zatrzymała wzrok na Lily, która po wielu godzinach miała dość towarzystwa pupilków domu Lwa i wyglądała jakby miała zamiar ich wrzucić do wody. O mało by tego nie zrobiła, gdyby nie fakt, że Hagrid zainterweniował, teraz stała naburmuszona zatykając sobie palcami lewe ucho, skąd dobiegały pochwały dla Gryffindoru. - Zaraz odbędzie się Ceremonia Przydziału, gdzie zostaniecie przydzieleni do waszych Domów, w których spędzicie okres nauki w Hogwarcie. - Zatrzymała na chwilę i po chwili dodała: - Daje wam czas na poprawienie wyglądu i gdy wrócę pójdziecie ze mną. - Powiedziała i odeszła.
-Wiesz co, Sev? - Zapytała patrząc na tamtą grupkę - Jak jeszcze ktoś wspomni o Gryffindorze to osobiście powieszę go na szczycie najwyższej wieży, kiedy zwiedzę zamek. - Mruknęła, a Snape parsknięciem zatamował chęć roześmiania się w głos.
-Ja chyba tak samo. - Powiedział rozbawiony. On nie odczuwał aż tak tej chęci, gdyż jego myśli krążyły w bezpiecznej odległości od tamtej grupy - Mimo wszystko i tak jesteś mała. - Dodał widząc jej wzrok. Po chwili rzuciła mu mordercze spojrzenie.
-Ciesz się, że jeszcze nie potrafię żadnych zaklęć, które mogłyby cię zabić. - Mruknęła.
-I bardzo dobrze, że nie znasz. - Potwierdził uśmiechając się szelmowsko na jej spojrzenie - Wraca. - Poinformował i Lily udawała, że nagle zainteresowała się stylem kolumienki obok.
-Chodźmy. - Rzuciła profesor i pierwszoroczni niepewnie ruszyli za nią. Lily rozglądała się po bokach, ale gdy spotkała spojrzenie wyjątkowo markotnego Ślizgona odwróciła wzrok przed siebie. Udała również, że nie słyszy chichotu ze strony Snape'a i zainteresowała się świeczkami wiszącymi w powietrzu. Wreszcie doszli do podwyższenia, gdzie siedziała kadra nauczycielska, która przyglądała się im uważnie, niektórzy rozmawiali, niektórzy wymieniali tylko spojrzenia, a wyjątkowo pulchny mężczyzna o miłej twarzy uśmiechnął się do Lily. Ustawili się w rzędzie i McGonnagall zaczęła wyczytywać nazwiska. Kiedy Lily myślała, że już zacznie zasypiać na stojąco profesor odgoniła te myśli jednym:
-Lily Malfoy! - Wyczytała i spojrzała na nią. Przecisnęła się przez tłum i usiadła na stołku mając obojętną minę. Ledwie Tiara dotknęła jej głowy ta wykrzyczała:
-Slytherin!
Rozległy się oklaski i po drodze uśmiechnęła się do Severusa. Usiadła przy stole Domu Węża i uścisnęła wszystkie ręce wyciągnięte w jej kierunku, nasłuchała się imion i nazwisk, na które grzecznie odpowiadała. Usiadła przyglądając się Snape'owi, który właśnie został wyczytany i usiadł na stołku patrząc na wszystkich obojętnym spojrzeniem. Tiara oceniała jego zdolności i już po chwili krzyknęła:
-Slytherin! - Lily westchnęła z ulgą w myślach ciesząc się, że nie trafił gdzie indziej. Chciała w końcu trzymać się tej znajomości. Severus usiadł obok niej i nawet nie zainteresował się rękami wyciągniętymi w jego kierunku. Bardziej zainteresowały go niechętne spojrzenia ze strony stołu Gryffindoru. Uśmiechnął się do nich wrednie i przeniósł wzrok na swoje dłonie.
-Zgaduję. Pierwszy cel to będzie biblioteka? - Rzucił i odwrócił wzrok na Lily, która była głęboko nad czymś zamyślona i dopiero powtórzenie pytania wyrwało ją z jej świata.
-Co?... Ach, tak... Wybacz. - Zmieszała się - Mam takie momenty, że zapominam o bożym świecie. - Dodała nerwowo przeczesując włosy.
-Nie problem, Lily. - Odparł rozbawiony jej zmieszaniem, a ta rzuciła mu zrezygnowane spojrzenie.
-To później, jak się najem, mogę cię wypatroszyć? - Zapytała i po dwóch pierwszych słowach otworzyła szerzej oczy na widok takiej ilości jedzenia. Jednak szybko zamaskowała to i przywróciła obojętny wyraz twarzy. Ten jednak zauważył to, jednak udał, że nic nie widział i zabrał się za jedzenie. Lily co jakiś czas zamyślała się i patrzyła gdzieś przed siebie. Wreszcie jednak skończyli i zostali odprowadzeni przez Prefekta do Lochów, gdzie znajdował się ich Pokój Wspólny.
-Hasło zmienia się raz na miesiąc. Będę przychodził, kiedy ulegnie ono zmianie. Dzisiaj i przez cały miesiąc hasło brzmi: Krwawy Kolec. - Powiedział do drzwi i te otworzyły się, kiedy weszli do środka przywitał ich wesoło palący się kominek, który był z kamienia. Czarne fotele i eleganckie, długie stoliki nadawały się do przesiadywania tam godzinami, były wygodne i lekko wysłużone. Z góry, podwieszone na łańcuchach, były lampy dające miłą, zieloną poświatę oświetlającą pokój z niskim sklepieniem, jak zauważyła złośliwie Lily. Nad kominkiem wisiał obraz samego Salazara Slytherina, gładzącego się po długiej brodzie i (HAHAH teraz jak chciałam napisać łypiącego to autokorekta dała niećpającego! XD) łypiącego na nich srogim spojrzeniem. Hebanowa podłoga nadawała ciekawego wyglądu pokojowi. Po dwóch stronach były przejścia do dormitoriów chłopców i dziewczyn. Ich pokoje również były w ciemnej tonacji barw i wszystko wyglądało na mroczne. Ciemne kolory tylko pogłębiały ten efekt.

-Jeszcze tylko łańcuchów z więźniami i nietoperzy brakuje. - Mruknęła Lily do Severusa, który roześmiał się krótko.
-Ja idę do siebie i jutro możemy udać się do biblioteki. - Zaproponował, kiedy już ogarnął się na tyle, że mógł zaufać swojemu głosowi. Lily skinęła głową.
-Uważaj na sklepienie. - Dodała wrednie się uśmiechając. Ten rzucił jej tylko spojrzenie i zniknął za drzwiami do dormitorium chłopców. Malfoy również poczuła się senna i weszła do dormitorium dziewczyn. Był to duży pokój również o ciemnych odcieniach. Za wysokimi oknami widoczna była głębia jeziora, co potwierdziło jej przypuszczenie, że znajdują się pod Hogwarckim Jeziorem. Nad nimi wisiały szaro - czarne zasłony dodające elegancji wnętrzu. Kamienna podłoga była zimna, ale pasowała do wnętrza. Ściany miały mnóstwo wyżłobionych wzorów, a pochodnie paliły się nadając ciekawego wyglądu pokojowi. Naprzeciw wejścia stały łoża z kolumienkami i ciemnozielonymi kotarami. Butelkowy odcień pościeli wyglądał bardzo dobrze w kontraście z białymi poduszkami. Wszystko wyglądało cudownie i Lily nie wiedziała gdzie podziać wzrok. Dopiero po chwili ochłonęła i ruszyła do swojego łóżka,. gdzie stał jej kufer ze srebrnymi inicjałami ,,L.M". Obok, na czarnej komodzie stała klatka z Talarkiem - tak nazywał się jej puchacz. Nad klatką wisiało lustro z czarną ramką. Pogłaskała go po piórkach, zmęczona przebrała się w pidżamę i już po chwili znalazła miejsce w objęciach Morfeusza.
***
Severus przez długi czas nie mógł zasnąć - myślami błądził po swoim domu i co robi teraz jego matka. Podświadomie cieszył się, że zawarł już wcześniej znajomość z Lily. Jej towarzystwo było dla niego nowością - rzadko kto interesował się co robi, gdzie jest i jaką ma rodzinę. Był uważany za wyrzutka i to było dla niego takie... Nowe. Przewrócił się na bok i poczuł się senny. Dopiero po kolejnej godzinie rozmyślań udało mu się zasnąć. 

Obudził się według jego zwyczaju o piątej nad ranem. Ubrał się w szkolny mundurek, na którym teraz wyhaftowany, dumnie widniał herb Slytherinu. Srebrny wąż odznaczał się na zielonym tle, co wyglądało bardzo ciekawie. Westchnął na swoje odbicie  w lustrze - nigdy nie podobał mu się widok samego siebie. Zawsze uważał, że nie wygląda oszołamiająco i w ogóle. Nawet gdyby chciał nie mógł tego zmienić. Usiadł na łóżku i pozwolił swoim myślom płynąć.
***
I jak? :) Nie zanudzam tak powolnym rozwijaniem akcji? Mam zamiar opisać całe siedem lat i dużo po tym, ale jak wiadomo - nie będę opisywać wszystkich lekcji z osobna. Opiszę tylko te ciekawsze, gdzie pojawią się moje dialogi. :) Mogę was również zapewnić, że pomysł z inną Lily uznałam za ciekawy. Dlatego nie jest to zwykłe S.S + L.E, uważam, że to jego zauroczenie Lily Evans w ogóle do niego nie pasuje. :/ Potrzebuje on osoby z mocnym charakterem, która mogłaby się z nim kłócić, a nie coś typu ,,O boże, jesteś bogiem i ósmym cudem świata! Kocham cię!!!". Uważam, że Rowling źle zrobiła zakochując Seva w Evans. To jak dla mnie zniszczyło trochę mroczny charakter Severusa. To nie Twilight,  żeby zakochać się od pierwszego wejrzenia... Tak, oglądałam Twilight i teraz tego żałuję. Dodatkowo skrócę go jednym zdaniem, no może dwoma: ..Och! Edward! Kocham się! Chcę mieć z tobą dzieci i żyjmy w zgodzie do czasu aż zamienisz mnie w wampira, gdyż tamci tak chcą!" i Edward: ,,Bella! Jesteś ósmym cudem świata i chcę z tobą spędzić całą wieczność!!!". Brzydzę się czymś takim i nigdy nie lubiłam ochów i achów. :/ A co do imienia sowy - jem Talarki. xD To wszystko tłumaczy. :)

niedziela, 27 marca 2016

Snily - Owiani Tajemnicą (P01) Rozdział 1

Z dedykacją dla jeczacamarta. : ] Dzięki, że jesteś i czytasz Magię Słów!
I też co do mojego Seva, on tylko na początku będzie taki, jaki jest. Wiem, że nie lubi za dużo rozmawiać i zawsze jest chłodny, ale kto powiedział, że musiał taki być w wieku 10-11 lat? :D

                                                                    * * *
  Severus siedział w swoim pokoju bojąc się wyjść. Na dole rozlegały krzyki matki i krzyki pełne nienawiści ojca. Tyrania rodziciela trwała już od ponad godziny a najwyraźniej nie miał zamiaru przestać. Zabrakło dla niego alkoholu a Eileen próbując rzucić zaklęcie, aby było go więcej została zauważona i Tobias zaczął na nią wrzeszczeć. Próbowała jakoś go uspokoić, ale oberwała krzesłem w głowę i osunęła się na podłogę. Na to wszystko patrzył z niedowierzaniem Snape, który akurat zszedł z góry, ale po chwili widząc morderczą minę ojca przebiegł obok niego w biegu narzucając na siebie płaszcz i zamykając drzwi z trzaskiem. Nie miał zamiaru spędzać z tą bestią więcej czasu. Był dopiero Listopad. Czyli całe trzy miesiące od kiedy otrzymał list. Dyrektor uznał, że skoro urodził się w styczniu to musi poczekać do kolejnego roku. Zaakceptował to z wielką niechęcią i pozostał w domu. Jednak teraz miał już tego wszystkiego serdecznie dość i najchętniej uciekłby stamtąd dawno gdyby nie matka... Dla niej chciał zostać i chociaż pomagać jej swoją obecnością - psychicznie. Wiedział, że jak podejdzie to i on oberwie, a tego wolał unikać od ostatniego razu. Wściekły ojciec wylał na niego okropnie gorący olej i została mu blizna na plecach do końca życia. Wtedy matka rzuciła się mu pomóc za co była nieprzytomna przez dwa dni. Wzdrygnął się na samo wspomnienie. Ruszył dalej przed siebie powolnym krokiem, nie chciał być tam. W Spinner's End. Dawno mówił o tym matce, ale ta uparcie twierdziła, że kocha Tobiasa. Była zbyt dumna, aby przyznać się do błędu. Wiedział to, ale to właśnie było w tym wszystkim najgorsze, rzuciłaby się w ogień za nim i nigdy w życiu nie przyznałaby się do błędu. Wpajała mu od małego, że najgorszym przekleństwem dla człowieka są jego błędy i słabości. Wierzył w to więc nie pokazywał swoich słabości. Przynajmniej starał się, ale to było dla niego bardzo trudne w wielu momentach. Westchnął i ruszył do jego ulubionego parku. Jesienią był to piękny widok, tutaj posiedzieć i popatrzeć na jezioro dla odprężenia. Wiatr zrzucał kolorowe liście i w locie złapał jednego jedną ręką. trzymał go w rękach przez chwilę, ale wypuścił go i pozwolił lecieć. Patrzył jak znika daleko za widnokręgiem. Westchnął i podszedł do ławki, ale przystanął. Na ławce siedziała osoba, której nigdy nie spodziewałby się tutaj zobaczyć.
                                                                    * * *
Lily Malfoy siedziała znudzona w swoim pokoju. O ile można to było ująć za siedzenie w nim, gdyż siedziała daleko za domem na grubej gałęzi ozdobionej jesiennymi liśćmi. Opierała głowę o korę wysokiego drzewa. Minęły trzy miesiące od jej listu i zaczęła się buntować. Nie miała zamiaru słuchać się dłużej rodziców, którzy cały czas mieli do niej żądania typu: .,Wyglądaj ładnie i niczego nie pobrudź!", ,,Nie kłóć się z Lucjuszem!" i żądanie, które przelało czarkę goryczy: ,,A najlepiej udawaj,  że nie istniejesz! Nie wyglądasz nawet jak arystokratka!". Wtedy ignorując protesty rodziców zerwała z siebie suknie i ubrała zwykłą, czarną bluzę z białym puchem i spodnie w tym samym kolorze do kompletu. Zerwała z jej stóp baletki i ubrała białe adidasy z czarnymi wzorami. Następnie rzucając im ironiczny uśmieszek wyszła z domu trzaskając drzwiami i zostawiając ich w osłupieniu daleko za sobą. Obserwowała okolicę i myślała, jak się okazało siedziała na drzewie w parku, choć i to miała w głębokim poważaniu. Kątem oka zaobserwowała tego samego chłopaka, którego zobaczyła na Pokątnej, przyglądał się jej w lekkim zamyśleniu. Zeskoczyła z gałęzi i otrzepała ręce.
-Co tu robisz? - Odezwał się - O ile się nie mylę jesteś arystokratką? - Zapytał.
-Moja rodzina tak, - Prychnęła i zacisnęła pięści - ja nie. - Uniósł brew w niemym pytaniu.
Ta westchnęła i bez słowa podeszła do tafli jeziora chowając ręce w kieszeniach. Zamyśliła się zapominając o obecności chłopaka. Po długim milczeniu, kiedy już myślał, że nie odpowie odezwała się:
-Rodzice uważają, że nie jestem typową arystokratką... Chcą, żebym jak najszybciej dorosła i opuściła ich rodzinę. - Zamknęła oczy odchylając głowę i oplatając rękami podkulone nogi - Przykre, nie? - Zapytała po chwili i westchnęła - Przy okazji, - Otworzyła oczy i odwróciła się do niego - jestem Lily Malfoy, - Skrzywiła się na dźwięk swojego nazwiska - a ty?
Chłopak niepewnie usiadł obok niej i po chwili odpowiedział na pytanie wiszące w powietrzu:
-Severus Snape. - Powiedział spoglądając na nią - Mam w domu podobną sytuację... - Dodał z własnej woli. Tamta widząc jego minę wolała nie pogłębiać tematu.
-A... - Zaczęła i zawahała się - ... Czy ci też zdarzają się różne dziwne rzeczy? Mam na myśli... Jakby... Magiczne? - Dodała widząc jego wzrok.
-Tak. - Odpowiedział lakonicznie zamyślając się - Dzięki temu mogę wyrwać się z domu.
-Witaj w klubie. - Parsknęła - Również traktuję to jako szansę urwania się z domu. - Mruknęła pod nosem od razu się nachmurzając.
-A kiedy masz urodziny? - Zapytał po chwili zdziwiony własnym gadulstwem - Ja urodziłem się 9 stycznia 1960 i przez to przełożyli mi rok i muszę czekać. - Spojrzał na nią, a ta uśmiechnęła się.
-Ja jestem z lutego, dokładniej 9 lutego 1960. Również przesunęli mi rok. - Zerknęła w jego stronę - To do zobaczenia w Hogwart Express. Ja już muszę iść, - Mina jej zrzedła - super było, ale rodzice mnie zatłuką. - Uśmiechnęła się ironicznie.
-To samo do mnie, ale to raczej ojciec. Matka będzie zadowolona, że w ogóle żyję. - Mruknął.
-Rozumiem ciebie doskonale, - Westchnęła prostując się - ale już muszę iść. Spotkamy się jeszcze? Chętnie bym pożyczyła ci kilka książek... Mam tego za dużo. - Na wspomnienie o książkach oczy Severusa rozbłysły.
-Z wielką chęcią, - Wstał - ale najpierw muszę zmierzyć się z przeznaczeniem w postaci mojego ojca. - Prychnął i skrzywił się.
-Mugol? - Zapytała tamta odgadując jego myśli, ten tylko skinął - Nie za dużo wiem o świecie mugoli. Musiałbyś mnie wprowadzić, Severusie. - Po raz pierwszy zwróciła się do niego po imieniu. Tamten skinął głową.
-Jak chcesz, ale nie widzę w tym nic interesującego. - Powiedział - Do zobaczenia. - Zamyślił się - Może w piątek o szesnastej, albo nawet później? - Zaproponował.
-Z wielką chęcią i do zobaczenia. - Uśmiechnęła się i pomachała mu na pożegnanie. Czyli jednak jest ktoś normalny w tej okolicy. Westchnęła i ruszyła zmierzyć się z rozwścieczonymi rodzicami.
***
Odprowadzał ją wzrokiem, póki nie zniknęła za skrętem w uliczkę. Westchnął i sam ruszył w swoim kierunku. Czyli ma już jakąś znajomość do Hogwartu. Podrapał się po głowie zamykając oczy. Trzeba będzie się tego trzymać. Nim się obejrzał zaczęło się ściemniać i wraz ze zmrokiem wszedł do swojego domu w Spinner's End. 
-Wróciłem. - Powiedział raczej do siebie, niż do rodziców. Ściągnął kurtkę i wyjrzał ostrożnie zza ściany. Jak zwykle ojciec siedział z butelką alkoholu w fotelu i bełkotał coś pod nosem. Jego matka wycofała się do kuchni i uleczała swoje rany po codziennej tyranii ojca. Severus również tam poszedł.
-Mamo. - Powiedział, a tamta westchnęła nadal kontynuując uleczanie ręki - Dlaczego nadal chcesz z nim żyć? - Popatrzyła na niego z widocznym szokiem na twarzy, jednak szybko zamaskowała to i odpowiedziała:
-Bo go kocham, synku. - Odparła.
-Tego potwora? - Zapytał, a ta westchnęła i usiadła przy kulawym stole.
-Tak, tego potwora, który ma przebłyski swojej własnej świadomości. - Powiedziała smutno.
-Dlaczego nie przyznasz się do błędu? - Zapytał po dłuższej chwili milczenia, matka spojrzała na niego z bezradnością widoczną w oczach - Nie chcę patrzeć jak się nad tobą znęca. - Skrzywił się. 
-Wiem, synku, ale nic na to nie poradzę. - Westchnęła.
-... - Westchnął ciężko i poszedł na górę rozmyślając o spotkaniu z tą całą Lily Malfoy. 
-Nie była taka zła, jak na arystokratę... - Pomyślał, ale szybko odgonił te myśli. Rzucił się na skrzypiące łóżko i wziął zapomnianą książkę od eliksirów do ręki. Cieszył go fakt, że niedługo znów spotka się z tą dziewczyną. Miał tylko nadzieję, że matka będzie bezpieczna.
***
Nastał piątkowy ranek i Lily obudziła się w dobrym nastroju. Zakładając maskę obojętności zeszła na dół na śniadanie, nadal ignorując rozkazy matki, aby przychodzić w sukniach. Ta rzuciła jej spojrzenie godne bazyliszka i zerknęła na swój talerz powracając do jedzenia. Lily zjadła pierwsza i poczekała na resztę, zaraz potem wyszła bez słowa pożegnania. Nie miała zamiaru znów dawać sobą pomiatać Lucjuszowi. Nasłuchała się tego już dosyć przez cały tydzień. 

Nim się obejrzała nastała godzina szesnasta i szła z torbami pełnymi książek i kocem do parku, gdzie miała spotkać się z Severusem. Cieszyła się z tego powodu. Wtedy miała chwilę dla siebie. Zdawało jej się, ale młody Snape też czerpał z tych spotkań radość i cenny czas, który spędzali na czytaniu w ciszy, albo rozmowach o niczym. Za dwa tygodnie mieli spotkać się na Ceremonii Przydziału w Hogwarcie. Liczyła na to, że będą w tym samym domu, chciała trzymać się tej przyjaźni. Nie wiedzieć czemu polubiła go i nie chciała zrywać kontaktu. 
-A żeby to nawet był ten przeklęty Gryffindor byleby być z nim w kontakcie - Pomyślała podchodząc do Snape'a.
-Cześć. - Odparła jak zawsze otrzymując kiwnięcie głową. Po chwili zabrali się za rozkładanie koca i wyjmowanie książek. Tak minęły im wakacje we wspólnym towarzystwie.
***
Początek roku szkolnego przyszedł dość szybko. Jego matka odprowadzała go na peron żegnając się z nim. Po krótkim pożegnaniu poszedł do wagonu szukając jakiegoś przedziału. Otworzył drzwi i napotkał wzrok Lily Malfoy. W duchu westchnął z ulgą.
-Cześć, mogę się dosiąść? - Zapytał.
-Jasne, siadaj. - Powiedziała uśmiechając się. 
Zajął miejsce naprzeciw niej i podczas jazdy pociągiem wiele razy prowadzili rozmowy, albo po prostu zagłębiali się w lekturę książek. Severus patrzył za okno podziwiając widoki, które pociąg mijał po drodze. Wszystko zapowiadało się wspaniale. 
***
I jak? :) Mam nadzieję, że się podoba! Liczę na komentarze, gdyż te anonimowe są cały czas włączone. Jeżeli ktoś nie ma odwagi napisać, może zrobić to na mój e-mail. :) Również się ucieszę.


Snily - Owiani Tajemnicą (P00) Prolog

Cześć!
Jeszcze tak przed prologiem muszę wspomnieć, że moje Snily, to nie będzie S.S + L.E. ! Tą Lily, którą Snape pokocha będzie moja postać wsadzona w to opowiadanie. Będzie bazowało na treści książek HP, ale będzie miało sporo moich własnych dorzuceń i dodatków. Aha :/ i pozwolę sobie na słownictwo, ponieważ będzie to jedna z takich serii gdzie nie będzie to miłość od pierwszego wejrzenia. Ochy i Achy i w ogóle... Będzie to ostre bez cukru. Chodź czasami cukier będzie dominował. :D I jeżeli kogoś to nie interesuje, niech nie czyta. Nie jest do tego zmuszany siłą ani szantażowany. 
Nie zanudzam dłużej,
Zapraszam!
                                                                     * * *
Mały, podekscytowany chłopiec o śniadej twarzy i długich, czarnych włosach okalających jego trochę wychudłą twarz chodził po pokoju trzymając w ręku list. Czarne oczy błyszczały z ekscytacji a on sam przeczytał list raz jeszcze, żeby powoli zacząć wierzyć w jego treść.

Panie Snape,
Został pan oficjalnie przyjęty do rozpoczęcia nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Rok szkolny zaczyna się 1 września. Oczekujemy, że będzie pan miał wymagane przedmioty. Ich lista znajduje się...

Nigdy nie czytał dalej. Szkoła Magii? Słyszał wiele razy opowieści matki, chciał w nie uwierzyć, ale sądził, że nie jest to możliwe, aby opuścić dom rodzinny. Jego okrutny ojciec raczej nie był zadowolony z powodu opowieści, jak i z tego faktu, że dostał list. Na dole siedział, co jest rzadkie, cichy i patrzył nieobecnym wzrokiem przed siebie. Matka jak zawsze bojąc się siedziała jak najdalej od niego się da, ale żeby nie było to podejrzane.

                                                                   * * *
Dziewczynka o czarnych włosach i bladej twarzy siedziała na łóżku w pokoju. Jej czarne oczy były puste i patrzyła z lekkim strachem w drzwi od jej pokoju. Już dawno chciała opuścić to okropne miejsce, ale nie dałaby sobie rady w terenie, gdzieś daleko od kogoś, kto by się nią zajął. Obok niej leżał czarny, puchaty miś z białym sweterkiem z nadrukowanym ,,Kocham cię" z różowym serduszkiem obok. Ten napis dawno wyblakł, a miś był lekko podniszczony. Mimo to dziewczynka uwielbiała tego misia i nigdy nie dała go wyrzucić rodzicom. Uważała, że mimo tego, iż jak widać, jej nie kochają powinna mieć kogoś, kto chociaż ma to napisane. Obok w pokoju chłopiec o platynowych włosach rozmawiał z entuzjazmem z rodzicami. Zawsze wszystko, co najlepsze trafiało się jemu, a on sam, z racji tego, że był dziedzicem, otrzymywał wszystko. Ona zaś jedynie to, czego potrzebowała, dlatego nigdy nie prosiła o coś więcej niż pluszowy miś, co i tak było bardzo dawno temu. Wiele razy również, jej brat Lucjusz bił ją, wyzywał, wyśmiewał. Mimo to zostawało to daleko poza wzrokiem i słuchem rodziców. Była traktowana jak coś, co później ma być tylko oddane komuś i, że ma nigdy nie wracać. Co prawda była ubierana w najlepsze, najszykowniejsze i najokazalsze suknie i ubrania, jakie tylko, ale czuła się źle. Nigdy nie mogła interweniować w jej ubiór, nie mogła wychodzić poza pokój z łazienką i biblioteką. Czuła się odrzucona od rodziny Malfoyów i jakby odepchnięta na bok. Wyśmiewania i poniżania na oczach wszystkich przez Lucjusza tylko to pogarszały, do czasu.

                                                                   * * *
-Severusie!... -Przez moment myślał, że się przesłyszał, albo, że ojciec upadł na głowę wołając go. Przecież on go nienawidził! Tyle razy go bił, wyzywał i pokazywał niechciane przez niego rzeczy, że zastanawiał się, czy kiedykolwiek usłyszy jego głos w innym tonie niż totalnego gniewu i nienawiści.
Podziałało od razu i powoli i niepewnie zaczął schodzić po schodach. Ku jego jeszcze większemu zdziwieniu Tobias, nie zwykł nazywać go ojcem. Tylko w myślach. Siedział w fotelu i przyglądał mu się. Aha, czyli jeden z jego momentów, kiedy może okazać trochę serca... Za pewne za jakąś godzinę znowu będzie bestią z krwiożerczymi zamiarami. Popatrzył się na niego ze strachem wcześniej szybko wyszukując bezpieczną drogę ucieczki - Nie bój się, proszę. Chciałem tylko powiedzieć, że nie będę interweniował w twój wyjazd. Wiem, że Eileen chce dla Ciebie jak najlepiej a ja jestem tylko potencjalnym zagrożeniem. -Westchnął - Jednak wiedz, że czasami w chwilach jak ta, potrafię opanować mój ognisty temperament, jednak na co dzień... Wiesz jak jest. Nie mam chwili wytchnienia i szczerze, nie podoba mi się fakt, że nie mogłeś być normalny. A teraz zmykaj. Nie chcę cię skrzywdzić w czasie, kiedy mogę się opanować... - Powiedział grobowym tonem, ale jego wszystkie żyły pulsowały, co oznaczało, że ledwo powstrzymywał się od napadu złości lub aby nie wykrzyczeć czegoś innego zamiast tego, co powiedział. Severus bez dłuższego zastanawiania się popatrzył przez chwilę na matkę i zniknął za rogiem wchodząc po schodach.

                                                                   * * *
Po dłuższej chwili kiedy Lily patrzyła za okno, do pokoju wszedł jej ojciec i matka. Zwróciła wzrok na nich, ale w duchu westchnęła z irytacją. Czego oni ode mnie chcą? Czyżby znowu Lucjusz czegoś im nagadał i w to uwierzyli? Jej ojciec Abraxas usiadł w fotelu, jedynym w tym pokoju, gdzie zwykle siadał któryś z jej rodzicieli i karcił ją za wszystko co tylko. Jednak zdziwiła się mocno kiedy usłyszała jak zwykłym, trochę chłodnym, ale cóż przyzwyczaiła się, tonem mówi:
-Lily, proszę, posłuchaj mnie. - Był świadomy tego, że dziewczynka zwykle wyłączała się na jego słowa i tylko udawała, że słucha. Prośba podziałała natychmiastowo i tylko popatrzyła się na niego z wzrokiem pełnym zdziwienia i przerażenia, myślała, że zgani ją za nie słuchanie - Jutro wraz z bratem idziemy na Pokątną, żeby kupić wam wszystkie rzeczy. Możesz wybrać sobie zwierzaka, ale bez przesady oczywiście i... - Tu popatrzył się na matkę, która skinęła z lekką niechęcią - Możesz od teraz interweniować w swój strój. - Spojrzał na nią i zlustrował ją wzrokiem - Uważam, że jedenaście lat to już odpowiedni wiek.
Nie wiedziała co powiedzieć. Oniemiała i patrzyła tylko po rodzicach myśląc, że to jakiś żart i, że któryś z nich zaraz krzyknie ,,Żartowałem!" i zacznie ją ganić, ale nic takiego się nie stało. Wreszcie, nadal nie bardzo wiedząc co zrobić skinęła lekko głową, ale nadal milczała. W duchu wręcz skakała z radości i cieszyła się, że wreszcie będzie mogła zrobić coś ze sobą. Rodzice bez słowa pożegnania, do czego też się przyzwyczaiła, tak samo jak do narzekania, że nie wygląda jak typowa arystokratka, skierowali się do wyjścia zostawiając ją z burzą myśli w głowie.

                                                                   * * *
Kolejnego dnia Severus wstał jak zawsze, czy to lato, czy inna pora roku, o piątej nad ranem. Ubrał się i zabrał się, jak to zwykle, za książki, których posiadał kilka w swoim schowanym głęboko pod łóżkiem kufrze. Był to tom o eliksirach, który czytał, kiedy tylko miał wolny czas. Większość jego książek była właśnie o eliksirach, wiedział już, że będzie uwielbiał ten przedmiot. Fascynowały go i zastanawiał się co robią. Nie było mu łatwo odczytać zblakłe litery, ale nadal cieszył się, że w ogóle miał cokolwiek do czytania.
Po dłuższym czasie do pokoju weszła jego matka i oznajmiła, że idą na zakupy na Pokątną. Zgodził się i wyszli przechodząc przez tą bogatszą część Londynu. Przeszli przez karczmę, która nie wyglądała zachęcająco. A nazywała się, jak to wyczytał z przekrzywionego, zakurzonego szyldu, Dziurawy Kocioł. Jego matka skinęła krótko do barmana, który jak się okazało nazywał się Tom, zawołał go jeden z klientów. Niepewnie poszedł za matką do tylnego wyjścia, gdzie stał kosz na śmieci i ceglana ściana. Wyciągnęła różdżkę i stukała nią w skupieniu w kilka cegieł. Po chwili otworzyło się przejście. Z daleka widział już arystokracką rodzinę Malfoyów z rodzicami na czele. Za nimi szedł platynowłosy chłopak szepczący coś do ucha czarnowłosej siostrze. Ta skrzywiła się z niesmakiem, ale nie odpyskowała. Wiedział, wręcz widział po wyrazie jego twarzy, że nie podobało mu się to. Zniknęli za sklepem wytwórcy różdżek.

Po dłuższym czasie zadowolony szedł wraz z trzymającą kufry i pakunki matką. Obracał czarne drewienko w palcach. Nadal słyszał w głowie głos starszego wytwórcy różdżek.
-Buk, włos jednorożca, 13 i pół cala. Ładna i praktyczna.
Zastanawiało go, co zmienia fakt, że jest inny rdzeń albo drewno, z którego wytworzona jest różdżka. Jednak zaraz po zapłacie wyszli ze sklepu, właśnie przepadła mu okazja zapytania się o to.

                                                                   * * *
Następnego dnia Lily wraz z Lucjuszem byli już na dole, czekali aż rodzice zjedzą wreszcie śniadanie i wyruszą na zakupy na Pokątną. Jednak jej brat, pomimo obecności rodziców, którzy jak zwykle ignorowali, albo udawali, że tego nie słyszą, szeptał do niej wyzwiska. Zaraz potem jednak z szelmowskim uśmieszkiem powracał na swoje miejsce. Jednak po pewnym czasie znowu się odezwał:
-Jak myślisz? Czy ktokolwiek zechce się z tobą przyjaźnić? -Odparł, jakby od niechcenia i uśmiechnął się drwiąco patrząc na nią z niemym pytaniem.
-Raczej tak. -Odpowiedziała chłodno i popatrzyła na niego pustym wzrokiem uśmiechając się ironicznie. Zaraz potem wróciła wzrokiem do pustego talerza w duchu wyzywając się od kretynek i przeklinając za swoją głupotę. Oczywiście, że raczej nikt. Przecież nikt nie jest tak traktowany i za pewne nikt nie będzie chciał jej nawet na oczy widzieć, oprócz nauczycieli, oczywiście. Westchnęła cicho, kiedy rodzice wstali i od razu ruszyli do korytarza. Zaraz za Lucjuszem ruszyła lekko podekscytowana, czego oczywiście nie okazywała po sobie i pozostała cicha i niezauważona, i zaczęła ubierać czarny płaszcz, na który zgodziła się matka. Rodzice bez słowa złapali ich za ręce i po chwili pojawili się w mugolskiej części Londynu. Lily bywała tutaj często chodząc i patrząc na kolorowe wystawy, jednak Lucjusz rozglądał się dookoła wyraźnie zdegustowany i niezbyt zadowolony z wyglądu. Jak on.

Kiedy wreszcie przeszli przez Londyńską część weszli do baru Dziurawy Kocioł. Od razu przeszli na tyły budynku i ruszyli do ściany. Ojciec zaczął stukać różdżką w cegły i po chwili otworzyło się wejście na Pokątną. Z daleka, jak wchodzili do Olivandera widziała, jak przyglądał się jej czarnowłosy chłopak. Jednak znów zaczepił ją brat:
-Zakochałaś się? Hę? -Szepnął.
Lily od razu odwróciła wzrok i skrzywiła się z niesmakiem. Po chwili jednak wchodziła do sklepu ignorując dalsze zaczepki. Czasami, tak jak teraz, miała ochotę wziąć zamach i mu po prostu przyłożyć w te twarzyczkę. Uśmiechnęła się pod nosem do tych myśli, a młody Malfoy się od niej odsunął. Wytwórca różdżek wskazał, aby właśnie od niej zacząć więc niepewnie ruszyła przed siebie.

Po dłuższym czasie Olivander powiedział:
-Proszę, Kasztanowiec, włos jednorożca, 13 cali. Praktyczna i sztywna.
Ujęła drewienko w rękę i od razu poczuła, jak coś się w nie przekazuje. Lekki świst powietrza przeszedł przez pomieszczenie. Właśnie tą różdżkę zakupili dla małej Lily.

                                                                   * * *

I jak? :D Właśnie to opowiadanko będzie jednym z również dłuższych. Mam nadzieję, że taki podział może być. W następnym rozdziale już Hogwart, ale przedtem spotkanie. A poza tym co ja będę zdradzać? :D Kolejny rozdział nie wiem kiedy, na pewno wtedy, kiedy będzie mi się chciało pisać i kiedy znajdę wenę oraz czas!
Coyote